Sztrafnyj majdanczyk czyli nie tylko o piłce nożnej od Sanu do Donu
środa, 02 września 2009
"Szewczenko powinien się pomodlić"

W gorączce transferowo-meczowej proponujemy kubeł (kubełek raczej) wody dla ochłody. Garść poglądów z którymi warto się zapoznać, a czasem zgodzić.

Wywiad z Wiktorem Leonenką, byłym napastnikiem Dynama Kijów, w latach 90-tych 3-krotnie wybranym najlepszym piłkarzem Ukrainy. Z racji oryginalnej formacji intelektualno-duchowej (czytaj: kontrowesyjnych poglądów, albo jak kto woli niewyparzonego języka) nazywany enfant terrible ukraińskiego futbolu. Dla nas taki ukraiński Jan Tomaszewski. Cytujemy i tłumaczymy za portalem turnir.com.ua.


"Jak Wiktorze sądzisz, czy były piłkarz „Milanu” i „Chelsea” znajdzie motywację do gry na 100 % na boiskach w Użhorodzie, Łuhańsku czy Lwowie?

- Dla profesjonalisty obojętne powinno być z kim gra, ważne żeby strzelał dużo goli. Uważam, że młode pokolenie w Dynamie obserwując Szewę będzie nabierać doświadczenia. Od Andrija można sporo nauczyć się, piłkarzem jest przecież niezłym. Ale ma pewien problem, bo wyczerpał się jego limit „fartu”. Ale wiem jak mu pomóc – powinien pojechać do Zaporoża i pomodlić się w tamtejszej cerkwi.

(...)

Czy twoim zdaniem Szewczenko zmieni jeszcze klub na zachodni?

- Myślę, że już nigdzie nie przejdzie. Największy problem Andrija, to utrata szybkości. Przestał być strzelcem. Nie chcę go specjalnie krytykować, choć jest młodszy ode mnie i jako piłkarz kształtował się na moich oczach. Znam go dobrze [po koniec lat 90-tych Szewczenko wygryzł Leonenkę ze składu Dynama – majdanczyk]. Po prostu stracił umiejętność strzelania bramek. Zauważyłem, że wszyscy, którzy zdobyli „Złotą piłkę”, przestawali grać na dotychczasowym poziomie.

Szewczenko w Dynamie będzie otrzymywał największe wynagrodzenie. Żeby je odpracować będzie musiał grać i trener może wystawiać go do gry kosztem znajdujących się w lepszej formie Milewskiego lub Krawcia...

- Nie zapominajmy, że w Dynamie jest genialny trener. Ja swego czasu grałem u Walerija Gazzajewa i znam go doskonale. Będzie wystawiał najlepszych i jeśli nie będzie to młodzież, to znaczy, że nie ma w Dynamie dobrej młodzieży. A miejsce dla Szewczenki się znajdzie. Myślę, że Milewskyj będzie grał na Szewę. Artem [Milewskyj] umie podać, a ze strzelaniem nie zawsze mu wychodzi. Ciekawi mnie też, jaka będzie rola Alijewa, kiedy wróci po kontuzji. W ogóle, wiele ciekawych rzeczy dzieje się w Dynamie. Jeśli mowa o dobrym występie w Lidze Mistrzów, to wszystko powinno być przewrócone do góry nogami. Do tej pory było tak, że Milewskyj i Alijew mogli robić na boisku, co chcieli. Chcieli, to strzelali z połowy. A tu przyszedł Szewczenko...

Walerij Gazzajew zapowiedział, że za 3 lata Dynamo wygra Ligę Mistrzów. Co o tym sądzisz?

- Trudno mi uwierzyć, że Gazzajew powiedział coś takiego. Ale powiedział, znaczy się ma mówienie takich rzeczy w kontrakcie. Oczywiście to nierealne. Wątpię, że Dynamo wyjdzie w tym roku z grupy w LM. Oczywiście będę im kibicował, ale mam wątpliwości czy są w stanie sobie poradzić. Jestem realistą. W tym składzie Dynamowcy nie powalczą, chyba, że będą mieli szczęście. Tak jak Szachtar w meczu z Barceloną w Monaco [Superpuchar UEFA]. Jasne, że jakby boisko było w normalnym stanie, to „górnicy” straciliby ze 3 bramki.

Ale jeśli chodzi o Szachtar, to nie kibicuję mu. Ze względu na Brazylijczyków.

Czym podpadli ci Brazylijczycy?

- W drużynie, w której dominują Brazylijczycy, Ukraińcom lub Rosjanom bardzo trudno rozegrać się. Nie dostają podań. Chcę spotkać się z prezesem Achmetowem i porozmawiać z nim poważnie. Nie wiem, czy uda się zorganizować takie spotkanie, ale jeśli tak, to powiem mu to, co myślę. Bez upiększeń. Już dawno mówiłem, że Brazylijczycy będą grać na poziomie dopiero jesienią. Wygrali Puchar UEFA i spoczęli na laurach. Nie podoba mi się praca Mircei Lucescu, ona w ogóle nikomu się nie podoba. Ale z jakichś względów Achmetow mu ufa, może coś więcej wie...

Wiktorze, a czy twoim zdaniem Dmytro Czyhrynskyj poradzi sobie w Barcelonie?

-    Nie.

Dlaczego?

- Bo jest słabym piłkarzem. W tym roku zadziwiły mnie dwa transfery – Tymoszczuka do Bayernu i Czyhrynskiego do Barcelony. Wesley Sneijder przeszedł do Interu za 20 mln, a Czyhrynskyj za 25 mln. Tylko, że Sneijder umie wszystko, a Czyhrynskyj może umie odebrać piłkę... Dziwne. Czyhrynskyj po prostu raz dobrze zagrał przeciwko Barcelonie i spodobał się Guardioli. I tyle.

(...)".

18:58, majdanczyk
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Szewa in da house

I od razu odpowiedż na pytanie z tytułu poprzedniej notki. Otóż spieszymy z wiadomością, że Szewczenko właśnie pomyka po murawie stadionu im. Łobanowskiego w Kijowie w meczu ligowym Dynama z Metalurgiem Donieck! Niesłychana historia. Zaledwie dwa dni po podpisaniu kontraktu ze swoim pierwszym klubem Szewa już gra. Wszedł po przerwie za Harmasza. Oglądamy sobie ten mecz i nie wierzymy.Nie do końca uwierzyć możemy też w to:


Ale wracamy na ziemię. Już po meczu. Andrij zagrał całe drugie 45 min. Cóż, mieliśmy napisać, że wiele nie pokazał, że pod koniec miał jedną sytuację, że strzelił płasko po ziemii z prawego narożnika. Że się szarpał, brakowało mu, jak to się mówi, "świeżości". Że więcej machał rękami i protestował przeciwko decyzjom sędziów. Że lepiej zagrał jego nowy partner z ataku, Milewskyj. I to prawda. Ale w 94. min tenże Milewskyj po rozegraniu na 15 metrze piłki wrzuca ją lobem w pole karne, wprost na wbiegającego Szewczenkę. Bramkarz wjeżdza całym ciałem w nabiegającego napastnika i jest karny. Na stadionie Łobanowskiego nie ma wątpliwości, kto będzie wykonawcą jedenastki. Szewa jest bezbłedny. Szewa jest w domu. Ihor Surkis, prezes klubu, bije brawo. Gazzajew uśmiecha się pod wąsem. Normalnie... jest jak w kinie.

Aha, Dynamo wygrywa 3:1.

 

Sztrafnyj & Majdanczyk

20:03, majdanczyk
Link Dodaj komentarz »
sobota, 29 sierpnia 2009
Puchar w Barcelonie, Czyhrynskyj w Barcelonie, a gdzie Szewczenko?

Od wyniku wczorajszego meczu Szachtara z Barceloną o Superpuchar Europy ważniejsze było, jak zaprezentuje się na tle juz prawie nowych kolegów z Katalonii Dmytro Czyhrynskyj. Wypadł dobrze. Nie bardzo dobrze, ale silne cztery mu sie należy. Grał spokojnie, miał kilka celnych, długich podań, no i niestety kilka strat (z których, co ciekawe, niektórzy obserwujący od kilku lat, głównie go pamiętają). Tego, że dał się rozklepać przez Messiego i Pedro wypominać mu jednak nie wypada.

Szachtar zagrał bardzo zachowawczo, z tyłu nieźle, ale brazylijski kwartet ofensywny był całkiem bezproduktywny. Ilsinho, Fernandinho, Willian i Luis Adriano (dodać trzeba też Jadsona, najlepszego zresztą z Brazylijczyków, wszedł z ławki) są graczami solidnymi, nawet z przebłyskami, ale nie są to piłkarze zdolni pokazać coś przeciwko Barcelonie. Więcej biegania, niż myślenia. Więcej chęci, niż siły żeby biegać. Potrzebny jest między nimi ktoś z pomysłem na grę, kto porządkuje i kieruje atakami. Graczem meczu w Szachtarze został Tomas Hubschman, ale sprawdzał się głównie w defensywie, podobnie jak wspomniany Czyhrynskyj. Oleksij Haj dużo wczoraj nie pokazał, został pod koniec zmieniony przez Wasyla Kobina, który mógł strzelić w dogrywce bramkę. Nawet nie mógł, ale powinien. Chwilę po tym, jak Kobin zamiast strzelać w polu karnym po niezłym podaniu Jadsona, nagle się zastawił i pozwolił odebrać sobie piłkę jak dziecko, Barcelona ograła obronę Ukraińcow znów jak dzieci i było po wszystkim.

Ale kibice drużyny z Doniecka będą mogli się pocieszyć. Dzisiaj otwarcie nowego stadionu Donbas Arena. Wystąpi m. in. amerykańska piosekarka Beyonce. W ogóle ma być odpałowo. Nas tam niestety nie będzie.

Krótko jeszcze o losowaniu grup w pucharach. Szachtar trafił nieźle: Fc Brugge, Partizan Belgrad, Toulouse. Typujemy awans z pierwszego miejca. Gorzej z Dynamem. Grupa z Barceloną i Interem (+ Kazański Rubin) na duże nadzieje nie pozwala. I choć trener Gazzajew zapowiedział wygranie Pucharu Mistrzów, a Surkis zapowiedział na ten weekend "wielki" transfer (wszyscy się domyślają, o kogo chodzi), to jednak pozostaje walka o trzecie miejsce.

 

Sztrafynyj & Majdanczyk

08:28, majdanczyk
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 sierpnia 2009
Czarny czwartek pucharowy

To był naprawdę niewesoły wieczór. Z 4. drużyn grających w eliminacjach Ligi Europejskiej, w rozgrywkach grupowych zobaczymy tylko Szachtar Donieck, spadkowicza z nieudanych starań o Ligę Mistrzów.

To jak Worskla Połtawa odpadła z Benfiką Lizbona nie boli. Po porażce 4:0 w pierwszym meczu wszystko było jasne. Mecz Metalista Charków ze Sturmem Graz oglądaliśmy jednak z bólem głowy. Po remisie 1:1 w Grazu, liczono, że ubiegłoroczny ćwierćfinalista Pucharu UEFA, u siebie, nie będzie miał problemów. Ale tylko pojawił się Marcin Burkhardt w barwach charkowian, już rozczarowanie. Grą Polaka rozczarowani oczywiście nie jesteśmy, nie liczyliśmy na wiele, po jego zejściu w 58. minucie gra się nawet ożywiła. Ale cała drużyna grała jak nie ona. Chłopcy Markewycza grali jakby od Burkhardta przejęli standardy polskiej Ekstraklasy. Chaos, przypadkowość i przede wszystkim niefrasobliwość w ataku. Akcje były, i to nawet w ostatnich 10 min. Metalist mógł strzelić 3 bramki. W 88. min. Olijnyk padł w polu karnym i sędzia mógł nawet pokusić się o odgwizdanie karnego. Ale stało się. Rozczarowanie w Charkowie wielkie.

To, co działo się w meczu Austrii Wiedeń z Metalurgiem Donieck to całkiem inna bajka. Podglądaliśmy ten mecz z prawdziwym entuzjazmem. Doniecczanie prowadzili, dwukrotnie, Austriacy dwukrotnie doganiali. Mecz był otwarty i szybki. Niestety, gdy jasne stało się, że będzie dogrywka, w 90. min. czerwoną kartkę otrzymał Dimitrow. Dogrywka była ciężka, cudów w bramce Metalurga dokonywał Serb Diszlenkowicz. Niestety w 116. min. Sulimani napalił się z rzutu wolnego z ok. 30 metrów, piłka tuż przed bramkarzem nabrała przedziwnej rotacji, sama z siebie zakręciła się w lewą stronę w momencie kiedy Diszlenkowicz padał w prawo. Niezwykła historia.

I tyle. Dzisiaj mecz Szachtara z Barcelona o Superpuchar UEFA. Ale osłoda to niewielka. Z 5. drużyn w pucharach zostają jak zwykle 2., i to te same - Dynamo w LM i Szachtar. Zdawało się, że ten sezon wprowadzi nowe drużyny na europejskie salony. Żal szczególnie Metalista, który miał umocnić swoją międzynarodową pozycję.


Majdanczyk

07:50, majdanczyk
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 sierpnia 2009
Serhij Rebrow - ten drugi

Zbieraliśmy się od pewnego czasu, żeby o tym napisać, ale jakoś nam nie wychodziło. Najpierw nie wierzyliśmy, potem czekaliśmy na zmianę decyzji. No, ale w końcu to, że Serhij Rebrow zakończył karierę stało się faktem.  To świetny napastnik był, najlepszy strzelec w historii ukraińskiej pierwszej ligi (123 gole w 261 meczach) oraz drugi strzelec zbirnoji [drużyny narodowej] (15 goli w 75 meczach).

Kiedy w drugiej połowie lat 90-tych razem z Andrijem Szewczenką stanowili bezspornie najlepszy atak w europejskiej piłce, wydawało się, że jest piłkarzem na miarę długoletniego międzynarodowego sukcesu, co najmniej tak jak jego partner z Dynama. Rozpęd jaki złapał z drużyną z Kijowa miał wynieść go europejskiej klubowej czołówki. Doskonale pamiętamy nasze spory o to, który z tej dwójki jest lepszy. Kiedy jeden z nas przekonywał, że o wielkości Szewy stanowi przede wszystkim Rebrow, drugi był bardziej sceptyczny.  „On jest za mały, za słaby” – przekonywał Majdanczyk. Niewysoki, cofnięty napastnik obsługiwał Szewczenkę podaniami w najlepszym stylu, ale też  sam mając miejsce na rajdy przez obronę rozwleczoną przez późniejszego gwiazdora Milanu mógł kiwać i strzelać. Nieusuwalnym piętnem odcisnęła się na nas bramka z drugiego meczu Dynama z Realem (tym Realem!) z Ligi Mistrzów sezon 1998/99, kiedy Serhij przerzuca piłkę nad hiszpańskimi obrońcami w uliczkę, w którą Szewa dopiero wbiegnie po chwili, żeby strzelić na 2:0 i przypieczętować awans do półfinału.  Piękne. Takich chwil było więcej, ale zawsze bohaterami byli obaj piłkarze.

Szewczenko i Rebrow byli tandemem, ale ich kariery potoczyły się całkiem inaczej. Podobno w 1998 r. Milan oferował za obu zawodników 30 mln dolarów. Włodarze Dynama postanowili jednak poczekać i zarobić podwójnie. Po roku przeszedł tam sam Szewa za kwotę o 5 mln niższą. Bez niego Dynamo jeszcze próbowało utrzymać się w czołówce, ale Rebrow choć starał się, więcej strzelał (30 goli w sezonie 99/00, 22 w sezonie 98/99), to nie był w stanie pociągnąć sam drużyny (nie wychodzą z fazy grupowej LM). Kiedy w 2000 r. odchodził do Tottehamu za rekordowe w historii klubu 17 mln dolarów, grający wtedy w Arsenalu były kapitan Dynama Oleh Łużnyj stwierdził, że Rebrow powinien poszukać „większego i lepszego” klubu. Nie był sam. Autorzy bloga byli zgodni, że Barcelona byłaby lepszym miejscem dla Serhija. Po tym transferze wiadomo już było, że jest tym drugim, i że jego klub też nie jest pierwszej kategorii.

Na to jak męczy się w drużynie z Londynu nie mogliśmy się patrzyć. Zesłany za skrzydło niby coś próbował, ze swoimi 173 cm kręcił czasem angielskich obrońców i w pierwszym sezonie strzelił w lidze 9 bramek. Ale z czasem udanych występów było mało i coraz częściej mecze zaczynał na ławie. Kiedy Szewczenko w pierwszym sezonie został królem strzelców Serie A strzelając 24 gole, a w kolejnym powtórzył ten wynik, Serhij w drugim roku na White Hart Lane zdobył tylko … 1 gola. Liga Angielska nie mogła pasować lubiącemu grę kombinacyjną, przez co, w szybkim rytmie angielskiej ligi, nieco statycznemu napastnikowi. Szczególnie Tottenham ucieleśniający wyspiarską maksymę „kick and rush” nie mógł leżeć Rebrowowi. Rzucono go na to nieszczęsne skrzydło i miał ściągać się z brytyjskimi bykami o wystrzeliwane piłki, żeby czas od czasu wybombić coś w pole karne. Bez Szewy Rebrow okazał się słaby. Potrzebował partnera do rozegrania, do rozbicia obrony, do klepki [комбінація стінка – kombinacja ścianka – jak mówią ukraińscy komentatorzy].

Po wyniku z sezonu 00/01 trafił na dwuletnie zesłanie do Fenerbahce, gdzie świat o nim zapomniał, i to był koniec międzynarodowej sławy. W 2004 r. Szewczenko wygrywa Ligę Mistrzów strzelając w finale decydującego gola i zdobywa „Złotą Piłkę”. W tym czasie Rebrow zostaje wypożyczony do drugoligowego West Hamu. Tam też gra słabo. W ogóle, szkoda gadać. Kiedy w 2005 r. skończył mu się kontrakt, nie specjalnie byli chętni na niego. Długo nie myśląc wrócił do Dynama, gdzie odbudował formę, został nawet w plebiscycie piłkarzy i trenerów wybrany najlepszym graczm ligi  sezonu 05/06. Trener Błochin zabrał go więc na mistrzostwa świata do Niemiec. Nie był pierwszoplanowym piłkarzem (ani razu nie grał pełnego meczu, dwa razy wchodził z ławki), ale tu miał miejsce ostatni prawdziwy sukces Rebrowa, „łabędzi śpiew”.  Kiedy w 1/16 w meczu ze Szwajcarią doszło do karnych, i kapitan Szewczenko jako pierwszy poszedł do piłki, żeby trafić w bramkarza, potem na 1:0 Milewski strzelił a la Panenka, to właśnie Rebrow był tym, który wyprowadził Ukrainę na 2:0 i ostatecznie załamał Szwajcarów.  Moment symboliczny, młody lider Milewski zastępuje starego Szewczenkę, ale to weteran pieczętuje zwycięstwo.

I na tym już prawie koniec. Kolejne dwa sezony w Dynamie były słabe, emerytura w rosyjskim Kazaniu to nie materiał na komentarz. Dzisiaj Serhij jest drugim trenerem młodzieżowego zespołu Dynama Kijów. Mało kto pamięta, że Rebrow jest wychowankiem Szachtara Donieck. Dzisiaj inny piłkarz Górników rusza w świat. Mamy nadzieję, że z lepszym efektem.

Ale momenty były

 

Sztrafnyj & Majdanczyk

19:26, majdanczyk
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 sierpnia 2009
O sile języka

Czwartkowy wieczór był naprawdę długi. Na pewno dłuższy niż nasze paznokcie, poobgryzane do bólu podczas bolesnej ścieżki zdrowia przed ekranem.

Tenis, piękny sport, szczególnie w wydaniu kobiecym. Uroda rozgrywki pomiędzy Agnieszką Radwańską a Kateryną Bondarenko w 1/16 turnieju w Kanadzie nie mogła jednak przemóc udręki jaką nakładała na nas nadzieja na przebudzenie naszej faworytki, która po pierwszym secie zdawała się biegać z językiem na korcie.

 

W drugim secie, przy stanie 3:0 dla Polki, coś się ruszyło, zdało się nam, że to właśnie ten moment, "ten" moment, tym bardziej, że Radwańska zaczęła rzucać rakietą i wykrzykiwać coś w znajomym nam języku. Język ten, o tak złożonej składni i niejednoznacznej gramatyce, że niejeden chiński student połamał sobie na jego nauce swój język, ma znaną i podziwianą tendencję do kondensacji, niezwykłą możliwość nadawania rzeczom odpowiednie słowo. I kiedy panna Radwańska po kolejnym rzucie rakietą o ziemię, swym dzwięcznym głosem wyartykułowała tradycyjne "Jezus", wiedzieliśmy, że jest dobrze, a może być lepiej. Tym bardziej, że 5 gema Ukrainka wygrała do zera. Ale kiedy po chwili cieniutkim sopranem panna Agnieszka zaintonowała tak bliskie naszym sercom delikane słowo na "ky-u", wiedzieliśmy, że to nie przelewki. I choć Bondarenko udało się wygrywając 3 kolejne gemy wyrównać na 3:3, cały set skończył się 6:3. I poszliśmy spać. Jak niepyszni. Taka to siła języka.


Sztrafnyj & Majdanczyk

10:44, majdanczyk
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 sierpnia 2009
Euro 2012 czyli stadiony jak ogóreczki

Po dwudniowej wizycie delegacji UEFY na czele z niejakim Martinem Kellenem, dyrektorem Euro 2012, wiadomo to, co wiadomo było do tej pory. A że wiadomo było niewiele, to dalej niewele wiadomo.

Na pewno baza turystyczna nie jest gotowa. Brakuje hoteli w Doniecku, szczególnie, że oficjalnym partnerem hotelowym UEFY jest firma TUI, co niekoniecznie podoba się wpływowym biznesmenom na wschodzie kraju. Oceniane hotele we Lwowie, KIjowie i Charkowie wypadły nieźle. Choć są zastrzeżenia, to zdaje się że niewielkie. TUI przyjedzie za miesiąc i sobie sprawdzi. Sprawdzano też plany komunikacyjne miast, ale jak orzekł jeden z ukraińskich urzędników - to nie były ostateczne plany, wymagają uzupełnień i takie tam bla bla bla.

Co nowego i co może zmartwić rzeszę polskich "partnerów" - ponoć inspektorzy byli zadowoleni z prac na stadionie Olimpijskim w Kijowie i nie mają zamiaru organizować finału mistrzostw w innym mieście. Zgodnie z zapewnieniem ministra ds. rodziny, młodzieży i sportu Jurija Pawleniki niejaki pan Kellen spędził na stadionie aż półgodziny i był zadowolony z zaobserwowanych postępów w budowie. Nie ma to jak zadowolony inspektor. Kellen ma wrócić za dwa tygodnie i pewnie znowu z czegoś będzie zadowolony. Tymczasem inspekcję zaczyna niejaki Mark Timmer, stojący na czele komitetu UEFY ds. stadionów i bezpieczeństwa. Będzie wizytował stadiony. Wierzymy, że będzie nieźle. Przynajmniej we Lwowie. Bo jak zapewniła dzisiaj w stolicy Galicji premier Tymoszenko - "Do mistrzostw tutejszy stadion będzie jak ogóreczek". 


Majdanczyk

 

17:30, majdanczyk , Euro 2012
Link Dodaj komentarz »
Gra muzyka!

Dzisiaj na szybko z innej beczki. Zespół Perkalaba jest jednym z jaśniejszych punktów na sklepieniu ukraińskiego rynku muzycznego. Istnieją już bardzo długo (1998) ale pierwszą płytę wydali dopiero 4 lata temu. Grają mieszankę ska i punka z niezbędnym w warunkach ukraińskich ludowym [народним] elementem.

Dosyć często grają w Polsce, szczególnie w ciasnej sali warszawskiego klubu CDQ. Ostatnio zagrali nawet w Wielki Piątek na Pradze (był czad!).  

Tutaj singiel z ich pierwszego albumu: "Horrry".

A tutaj nasz ulubiony kawałek z nowej płyty "Czydro" w wersji koncertowej.


Majdanczyk

środa, 19 sierpnia 2009
Progresy Burkhardta i Szewczenki

No i stało się. Wbrew naszym przewidywaniom Marcin Burkhardt zasilił szeregi Metalista Charków. Co z tego będzie - trudno powiedzieć. Nasz "młody zdolny" powinien jednak czuć satysfakcję - Metalist to bez wątpienia najlepszy klub w którym dotychczas grał. Czyli jest progres. Widać też, że na jego  talencie poznał się również trener Charkowian Myron Markewycz, który stwierdził: "To bardzo ważne, że zdążyliśmy z transferem Marcina. To bardzo perspektywiczny piłkarz (sic!)". Jesteśmy zatem w domu. Jutro Metalist gra ze Sturmem Graz w elminacjach LE, jednak Polaka nie ma w zgłoszonym składzie.

Z innych nowości - Szewa zdebiutował w tym sezonie na boisku. W meczu Chelsea z Sunderlandem wszedł na pole w 86 min. przy stanie 3:1, co wystarczyło jednak by wywołać poruszenie wśród kibiców. Był to przecież 400. występ Szewczenki w zagranicznym meczu (w Milanie i w Chelsea). Strzelił w nich 197 goli. Czyli nieźle. Ale bez progresu. Tym bardziej, że angielska gazeta "The Independent" nazwała Szewczenkę "piłkarskim gastrarbeietrem" i w ogóle nieźle się po nim przejechała. Nic, tylko progres może tu pomóc.


Sztrafnyj (Majdanczyk chory)

wtorek, 11 sierpnia 2009
Uwaga Czyhrynskyj mówi

Sprawa z transferem obrońcy Szachtara Donieck Dmytra Chyhrynskiego do Barcelony wchodzi w nową fazę, fazę latynoską. Jak w latynoskiej telenoweli mnożą się wątki, bohaterowie i sumy pieniędzy. W każdym odcinku niby nowe motywy, ale przecież takie same. I wygłaszane kwestie brzmią jakoś drętwo.

Zobaczmy zatem, co powiedzenia ma główny bohater tego serialu (tłumaczenie za Gazetą Po-Ukraińsku).

 

Dmytro, opowiedz o sprawie z Barceloną. Różne plotki chodzą o Twoim transferze…

- Nie wszystko zależy ode mnie, nie mogę przecież powiedzieć: ”Stop, przestańcie plotkować o transferze do Barcelony”.

Okno transferowe jeszcze nie zostało zamknięte. Jest szansa żeby zobaczyć Cię w niebiesko-granatowej koszulce?

- Mówiąc szczerze to nie wiem. Prezes powiedział, że wszystko zostało już powiedziane, ale trudno wyrokować jak sprawa się zakończy. Teraz jestem piłkarzem „Szachtara” i na zadaniach drużyny się skupiam.

Opowiadasz o tym z pewnym smutkiem...

-  Smutne jest to, że odpadliśmy z Ligi Mistrzów. Musimy teraz skupić się na rehabilitacją za ten wynik.

A czy Ty Dmytro chciałbyś być piłkarzem Barcelony?

- Oczywiście, że chciałbym. Myślę, że nie ma na świecie piłkarza, który nie chciał by tam grać. Decyzja była podjęta nie tylko przeze mnie, podjęliśmy ją kolektywnie – ja, prezes, trener Lucescu i cała drużyna. Razem zdecydowaliśmy, że na tym etapie odmówimy Barcelonie.

Jaki był główny argument?

- Główny argument był takie, że ja jestem potrzebny drużynie, a drużyna mnie.

Czy jest prawdą, że otrzymałeś podwyżkę?

Nie, to nieprawda. Tu nie chodzi o pieniądze i nie one decydowały o przebiegu rozmów. Dla mnie kluczowa nie jest wysokość zarobków, ale osobiste ambicje.

Mecz o Superpuchar Europy przeciwko Barcelonie jest dla Ciebie priorytetem?

- Takie mecze nie są zwyczajne. Zdecydowanie jest priorytetowy.

18:39, majdanczyk , Interwju
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3